Sławomir Bąk - Fotografia dzikiej przyrody

Materiały zawarte na stronie są własnością Sławomira Bąka i nie mogą być wykorzystywane bez jego zgody.
Odyniec
Co powinien czuć człowiek siedzący kilka godzin w lesie w czasie marznącej grudniowej mżawki i przenikliwego wilgotnego wiatru?
Nie trzeba nikomu mówić. Wiadomo.
Ale to są tylko chwilowe odczucia, kiedy się o tym pomyśli. W takich chwilach trzeba trochę poruszać palcami w butach i w rękawiczkach. Po chwili mroźne mrówki odchodzą.
Większość czasu przy maksymalnym skupieniu trzeba się rozglądać…. Ale tylko oczami. Ruchy głowy są widziane z daleka a szelest nieprzemakalnych ubra
ń zagłusza dochodzące dźwięki. Nie trzeba się oglądać za siebie. Człowieczy zapach przenoszony przez wiatr nie pozwoli żadnemu zwierzakowi na podejście od tyłu a żaden normalny człowiek nie łazi w taką pogodę do lasu. 
Żadne MP3ójki i inne czasoumilacze nie wchodzą w grę, nie da rady. Wszystkie zmysły muszą być gotowe, wszystkie!!! Wzrok, słuch i węch.  Zapach ody
ńca jest tak charakterystyczny, że nie da się go pomylić z niczym innym.
O czym się myśli?
Na początku są marzenia o pięknych kadrach, w ko
ńcu po to tu się siedzi. Po paru godzinach mózg zwalnia i człowiek się łapie  na zasypianiu z otwartymi oczami. Najczęściej oczy zatrzymują się w jakimś miejscu, przestają reagować… bateryjki się wyczerpują. Czasami jest to jakiś krzak albo złamany wierzchołek sosny, „wybielony” przez jelenie.
Kiedy wiatr porusza koronami drzew i co jakiś czas dobiegają jakieś inne dźwięki niż tylko szum, wtedy człowiek się budzi… fałszywy alarm, to tylko sójka grzebie w przerytej przez dzika ściółce.
One przychodzą jak duchy.
Rzadko się zdarza usłyszeć czujnego odyńca zanim się go zobaczy.
Tak było i w tym przypadku. Czarne pnie sosen najpierw zaczęły się poruszać a później z dwóch zrobiły się trzy.
Prawie stu kilogramowy cień porusza się bezszelestnie.
Bateria!!! Trzeba wygrzebać baterię ogrzewaną  pod 3 warstwami ubrania, cichutko zamknąć pokrywkę i się modlić….
„Czarnuch” idzie dokładnie po wydeptanej ścieżce. Wczoraj też tędy szedł ale o innej porze, nie w dzień.
Kiedy dochodzi na dobrą odległość jest dylemat, jak zawsze: strzelać serią czy, „zatrzymać” go np. cmoknięciem. Cmoknięcie działa na
jelenia albo sarnę ale dorosły odyniec może się na to nie nabrać. Zamiast „czujki” zrobi unik i galopem pójdzie pod wiatr a ja zobaczę tylko oddalający się zadek. Wybieram więc krótkie serie. Szum wiatru mi sprzyja,  trzy serie i po sesji. Dwa dni siedzenia i 15 sekundowe spotkanie dobiega końca.  Drżący palec naciska przycisk podglądu… uf, jest jedno całkiem niezłe, reszta dokumentacyjne.
Sławomir Bąk©
grudzień 2010r.